Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj
Jeśli go nie znałeś, to nie żałuj, nie
Bo przyjaciela straciłbyś
Bo przyjaciela straciłbyś - jak ja
Nie, Ty go nie znałeś, nie
Lubiłeś tylko czasem posłuchać jak gra
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on
A czy pomyślałeś, skąd biorą się tacy jak on
Był jednym z niewielu skazanych na bluesa
Ten wyrok dodawał mu sił
Miał dom i rodzinę, spokojnie mógł żyć
Lecz często uciekał, by stanąć przed wami
By znów nabrać sił, by znów nabrać sił
Bo czasu miał mało, przeczuwał to
Skazany na bluesa, ilu jeszcze jest takich jak on
Skazany na bluesa, no ilu jeszcze jest takich jak on, jak on
No ilu jeszcze jest takich jak on
Ilu jeszcze jest takich jak on...
Poznałem go po czarnym kapeluszu
Szedł chwiejnie do małego baru
Hej, przyjacielu - zawołałem za nim
Lecz nie, nie odwrócił się
Poszedłem za nim, przyspieszając kroku
Nie byłem pewien czy to on
Ale ten kapelusz, był tak podobny
Do tego, który nosił on
Tam w barze, stoły okalane dymem
Przy jednym usiadł, właśnie on
Hej, przyjacielu - zawołałem doń
Lecz już wiedziałem, że robię błąd, robię błąd
Spytałem czy nie napiłby się ze mną
Widział, gdy wziąłem kufle dwa
Słuchaj - pomyliłem Cię z moim przyjacielem
Powiedziałem odwracając twarz
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
I odpowiedział chłodno, że
Jeszcze nikt nie nazwał go przyjacielem
Wstał i odwrócił się, odchodząc w stronę drzwi jee...
Zrobiło mi się jakoś głupio, poczułem dziwny żal
Hej, przyjacielu - zawołałem za nim
Lecz nie, nie odwrócił się a a a...
Ej, przyjacielu - zawołałem za nim
Lecz nie odwrócił się nieee...