Puść mnie matko do powstania, nie stój tak przed progiem
Bez twojego pożegnania, bez twojego pożegnania
Z domu wyjść nie mogę
Poszedł ojciec, poszedł starzyk, starsi bracia też
I ja muszę się odważyć, i ja muszę się odważyć
Sama o tym wiesz
Bez twojego pożegnania z domu wyjść nie mogę
Sama o tym wiesz
Puść mnie matko do powstania, nie stój tak przed progiem
Bo mi żal twych łez
Puść mnie matko, zanim ruszy pułk w dalekie strony
Do "Bytomskich Strzelców" muszę
Do "Bytomskich Strzelców" muszę, bo to pułk wsławiony
Wolne miejsce jest w szeregu, muszę zająć je
Nim się dowie ktoś z kolegów, nim się dowie ktoś z kolegów
I wyprzedzi mnie
Do "Bytomskich Strzelców" muszę, bo to pułk wsławiony
Nie zatrzymuj mnie
Puść mnie matko, zaraz ruszy pułk w dalekie strony
Chcę zaciągnąć się
Puść mnie matko, co się żalisz, na co dłużej czekasz
Daj na drogę swój medalik, daj na drogę swój medalik
Matki Boskiej z Piekar
Pobłogosław i pocałuj - już wypogodź twarz
Przecież wrócę z wojny cało, przecież wrócę z wojny cało
Gdy nastanie czas
Daj na drogę swój medalik, nie ma co się żalić
Już wypogodź twarz
A na drogę mnie ucałuj, wrócę z wojny cało
Gdy nastanie czas
Pytasz mnie, jak długo jeszcze będzie trwać
taki stan, kiedy zostawiam Ciebie samą
Na Twój krzyk ja wzruszę ramionami,
nie mogę teraz pomóc nic, siebie tylko ranisz.
Mówisz, że odstawiam życie na bok.
Nie mogę teraz przestać grać po co te pytania,
no po co te pytania?
Zmęczona twarz, ślad na niej zostawiły troski.
A Ty wciąż nie chcesz zrozumieć jaki jestem.
Dla mnie świat, otwarte wszystkie drzwi
każdy kąt - to mój dom, łóżko tam gdzie śpię.
Nocny bar, najlepsza z mych przystani
od razu lepiej zostaw mnie, po co siebie ranić,
po co siebie ranić?!
Znowu w oknie stoisz i czekasz kiedy wrócę.
Długie noce, powrót do Ciebie pełen wzruszeń.
Nie zamkniesz mnie w klatce swego domu.
Zawsze stamtąd wymknę się, ucieknę po kryjomu
Wolny jak wiatr, nic mnie nie zatrzyma
Uwierz w to, ze mną żadna nigdy nie wygrywa,
nigdy nie wygrywa, o nie!
Szeryfie, co tu się dzieje
Nocą złodzieje do miasta wdarli się
Zanim kogut zapieje
Twoi zastępcy z uśmiechem zdradzą cię
Czy to jest dobra pora, żeby spać,
Kiedy się wali cały twój świat?
Szeryfie, to miasto szaleje
Obywatele pakują co się da
W barze nikt już nie leje
Ten co pozostał nalewał sobie sam
Nie zostało nam nic tylko nogi za pas
Daliśmy nabrać się nie pierwszy raz
I nie ostatni chyba...
Co powiesz, kiedy w końcu wstaniesz
Gdy krzyk nad ranem cię obudzi
Będą małpy zamiast ludzi
Złoto w banku schowane
Znikło nad ranem, nie został po nim ślad
Jeden drugiego oskarża
Kto tu jest winien, że nie zbudziłeś się na czas?
Nie zostało ci nic tylko nogi za pas
Dałeś nabrać się nie pierwszy raz
I nie ostatni chyba...
Co powiesz, kiedy w końcu wstaniesz
Gdy krzyk nad ranem cię obudzi
Będą małpy zamiast ludzi
Będą małpy zamiast ludzi