Każdy z nas się jeszcze łudzi
Myśli, myśli wciąż
Jak tu dzisiaj wyjść na ludzi
Od kogo forsę wziąć
Dziś o nałogach nie ma mowy
A gdy zapalić chcesz
Z przekorą popatrz pod swe nogi
I podnieś, nie wstydź się
Bo nie ma czego, nie
Wokół ciebie tyle fałszu
Po czyjej stronie tu być
Czy nasi starzy rację mają, tego nie wie nikt
Ci z góry myślą o wielu rzeczach
Lecz o nas chyba nie
Nie wiedzą przecież co to miłość
A ty na pewno wiesz
A ty, a ty na pewno wiesz
A co to miłość jest
Zastanówcie się wszyscy
O czym marzy każdy z nas
Na pewno o tym samym, o czym marzę ja
Już niedługo, może nawet jutro
Nadejdzie taki dzień
O którym wszyscy będą śpiewać
I nasze dzieci też
Nadejdzie taki dzień
Ja wiem, ty wiesz
O którym będą śpiewać
I nasze dzieci też
Pucujesz gablotę od rana w niedzielę,
Żeby się co tydzień pokazać w kościele.
A wystarczy jedna nieuważna chwila,
Żeby ta gablota kierowcę zmieniła.
To ja złodziej, to ja złodziej
Ja pędzę przed siebie w Twoim samochodzie.
Żuję Twoją gumę, słucham Twoich płyt,
A Twoja świadomość określa mój byt.
200 na godzinę, glina w radar pluje.
Już mnie nie dogoni, nawet nie próbuje.
Jak znajdę swój koniec na przydrożnym drzewie,
Zostawię Ci auto na parkingu w niebie.
To ja złodziej, to ja złodziej...
Diabeł mi szykuje kocioł pełen smoły.
Bo Ty byłeś smutny, kiedy ja wesoły.
Przypali mi boki diabelskim palnikiem,
Bo mu też zwinęli całkiem nową brykę.
To ja złodziej, to ja złodziej...
To ja złodziej, to ja złodziej
Pogiąłem zderzaki w Twoim samochodzie.
A jak mi się znudzi ta Twoja gablota -
Puszczę ją do ludzi, będzie po kłopotach.
Był rozkaz więc biegnę, biegnę naprzód
Tam za wzgórzami jest wróg
Ktoś upadł, nie patrzę nawet kto
Przecież za chwilę mogę to być ja
I biegnę, biegnę choć brakuje sił
Nie mogę, nie mogę tak zabić się
Ot tak zabić się
Nie chciałbym, nie chciałbym przecież umrzeć
Chociaż jaki to ma sens
Gdy wolność sprzedałem, a więc życie, życie też
Gdy wolność sprzedałem, a więc życie też
Przez to jaki byłem, byłem, byłem głupi
Wokoło trwoga, wokoło śmierć
Nie mogę patrzeć jak leje się krew
Dlaczego, o co ja walczę
Nie pozwolono mi myśleć, zabijać tylko mam
Sto funtów na tydzień to za życie trochę za mało
W sam raz wystarczy na legionową trumnę
Na legionową trumnę i honorową salwę
I honorową salwę