W deszczowy dzień ulicą szedł
Spotkałem go, cholerny pech
To był niewinny i taką minę miał
Teraz już wiem, że los tak chciał
Rozmowa krótka, jeden gest
Wiedziałem już, że towar pewny jest
Ogarnął mnie szaleństwa duch
I już niewinnych, niewinnych było dwóch jee.....
Do bramy, bo pada deszcz
Gdy zaćpiesz przejdzie dreszcz
I wróci, wróci tęcza barw
I pęknie twój wrogi świat
I znów przed życiem, przed życiem pęknie strach
Twój strach, twój strach, twój strach
Który cię zmusza, aby ćpać
Mama powiedziała mi, że
Każdy ma swojego anioła
Każdy ma i będzie go miał
I będzie go miał, swojego anioła
Tak, mama mówiła mi
A potem odeszła
Gdzie, gdzie byłeś gdy płakał Bóg
Gdzie byłeś gdy płakał Bóg
Przyszedłeś w słońcu
Kiedy przestało padać
A po niewinnym zostało tylko
Zostało tylko, zostało tylko wspomnienie
Wspomnienie..... wspomnienie.....
A po niewinnym zostało tylko.....
Idę, mój kompas wiedzie mnie
Prawa, lewa wybija mi takt
No, pulsujące światła złapały ten rytm
Rozkołysane domy migają co krok mi
Nocy rytm, nocy rytm to ja
W mojej głowie, głowie mej karuzela kręci się
Krok, gubię krok zaplątany w anielskich włosach blond
Na barze palec, butelki tańczą znów
Wybijam rytm kieliszkiem, cała sala chwieje się
Nocy rytm, nocy rytm to ja
Znów rytm prowadzi mnie, razem ze mną anioł blond
Ja czuję krew, pulsuje we mnie krew
Gdy po schodach ciągnie mnie, fala za falą
Oddech takt podaje mi, jesteśmy razem, ja i ty
Nocy rytm, nocy rytm to ja i ty
Nocy rytm, nocy rytm to my
Zwątpić czy uwierzyć mam
Jaki dzisiaj to ma sens
Każdy chciałby tylko przeżyć
O wolności nikt już nie, nie wspomina mi
Przez okno się wychylam
Całuję nocny mrok
Za mało pięter, myślę nie, nie, nie uda mi się skok
Nie uda mi się skok
Paranoja zaśpiewała wyrok mi
Paranoja - gdzie są okna, gdzie są drzwi, no gdzie
Czuję, że jestem w matni
Nie pierwszy to już raz
I chyba nie ostatni
Ktoś mnie uderzył w twarz
Ktoś mnie uderzył, ktoś mnie uderzył w twarz
Paranoja zaśpiewała wyrok mi
Paranoja - gdzie są okna, gdzie są drzwi
I ktoś mi każe wątpić
I mówi - robisz błąd
Tak wielu przecież czeka
Byś w końcu, byś w końcu poszedł stąd
Przez okno się wychylam
Całuję nocy mrok
Za mało pięter, już nie, nie, nie, nie uda mi się skok
Nie uda mi się skok